poniedziałek, 14 lutego 2011

Togo bez słowa usiadł obok Angie. Ta spojrzała na niego, a on spuścił głowę w dół.
-Zimno tutaj.-zaczął.
Angie oparła się o jego ramię, lecz Togo odtrącił ją.
-Co się stało?
-Myślisz, że jestem głupi?
-Kochanie, nie jesteś, ale co się stało? Dlaczego jesteś na mnie zły?
-Czy jestem zły? Lepiej ze mną zerwij.
Wstał i odszedł, a Angie została sama w pokoiku nie wiedząc, o co chodzi. Przez okienko zauważyła Muio i popukała do niego, pokazując mu, by wszedł do pokoju.
-Co jest? Co Togo taki wkurzony?-udał, że nic nie wie.
-O to samo chciałam zapytać.
-Czy ja coś powinienem wiedzieć?
Angie spojrzała na Muio i uśmiechnęła się słodko. Wstała i podeszła do niego. Położyła jego ręce na swoich pośladkach.
-Wiem, że coś wiesz, Muio. Powiedz mi, kotku.
Onieśmielił się i wykręcił głowę w drugą stronę, a następnie spojrzał na dekolt Angie.
-Znalazł sobie nową dziunię. Niezła laska.
-A czy ja już ci się nie podobam?-Angie zrobiła słodko-smutną-wymuszaną-straszną minę.
-Podobasz... To znaczy...
Angie cmoknęła jego policzek.
-Pokaż mi tę dziunię.
-Chodź.-chwycił dłoń Angie i wyszli z pokoiku.
Angie wiedziała już, że nic nie znaczy dla Togo, ale że i tak byłby o nią zazdrosny nawet, gdyby rozmawiała z przyjaciółką, a z nim nie, więc skoro uwiodłaby sobie Muio, Togo byłby niewyobrażalnie zazdrosny, więc... Angie popchnęła Muio na sofę i usiadła na nim prędko widząc, że Togo wchodzi do domku. Spojrzał na nich, a Muio kompletnie nie wiedział o co chodzi, więc się nie odzywał.
-Więc jak, kotku, zrobimy to?
Togo zaczął się śmiać, a śmiechem kpić z nich iż wiedział, że Angie wymusza jego zazdrość, "wyżywając" się tym samym na biednym Muio. Zdenerwowana sytuacją była Togo, wstała i podeszła do niego. Uderzyła go w twarz.
-Mówisz, że jesteś głupi? Masz rację, ty głupi zdrajco. Powiedziałeś, że będziesz ze mną aż do 18-stki. Mamy dopiero 15 lat, ty głupi, nie umiejący liczyć debilu!-wykrzyczała, po czym wyszła z domku.
-Angie, co się stało? Przed chwilą napadła mnie jakaś... Debilka i mówiła żebym odwaliła się od Togo!?
Angie wlepiła wzrok w Thin.
-Ta... Dziwka?
-Tamta debilna blondi, o! Widzisz ją?!
-Haha. Chyba nowa dziewczyna Togo. Pomyliła cię pewnie ze mną. Dobrali się, niedorajdy.
-Masz rację. Ale jak, co?! Zerwał z tobą?!
-Tak jakoby?
-Przywaliłaś mu już?
-Tak.
-Ty szmato!-wypadł nagle Togo. Złapał Angie za ramiona i rzucił na ziemię. Thin uderzyła go mocno w twarz, a on odepchnął ją. Angie zaczęła płakać...
Obudziła się na kanapie w pokoiku, gdy było już ciemno.
-Do cholery!-krzyknęła.-Jakie ja mam sny beznadziejne!
Wstała z łóżka i wyszła z pokoiku.
-Thin, Togo?
Wyszła z domku, a obok domku nie było ani żadnych samochodów, ani nikogo. Po prostu została sama.
-Czyżby to kolejny sen? Błagam, żeby tak, żeby tak...
-Pojechali na jakieś zawody, ścigają się.
Angie usłyszała za sobą jakiś kobiecy, piszczący, "paniusiowaty" głos. Odwróciła się i zauważyła blondynkę, nową dziewczynę Togo z jej snu.
-Aha... Czemu zostałaś tutaj sama?
-Bo nie jestem głupia i nie mam zamiaru się ścigać. A ty?
-Ja zaspałam... Ale i tak zapewne bym nie pojechała, po co?
-Nie wiem, idę do ogniska. Idziesz ze mną? Zimno tutaj.
-Tak, jeśli mogę, to idę, co będę marznąć?
I obie usiadły obok ogniska, rozmawiając na różne tematy.

piątek, 11 lutego 2011

Każda z dziewczyn jakoś obudziła się wcześniej. Angie, słuchając rano muzyki dla rozbudzenia się, jeszcze kilkakrotnie przypominała sobie rzeczy na test z biologii. Thin cały czas była podekscytowana dzisiejszą sytuacją, a Ninn jak Ninn-bez zasad. Głośna, poranna muzyka, mycie zębów w pokoju podczas udawania grania na gitarze, jak Billie Joe Armstrong-uważała, że gra. Wszystkie ubrały się i poszły do tego samego autobusu, w którym się spotkały.
-Hej, dziewczyny.-przywitała się Angie.
-No siema.
-Hej.
-Jak tam? Przygotowałaś się?-spytała Thin.
-Jasne. Gdzie wy w ogóle wysiadacie?
-Najdalej jedzie na ulicę Auschwitz, to w Ailand. Nie wiem po co on tam w ogóle jeździ, skoro nikt tam nie mieszka.-westchnęła Thin.
-Co?-zaśmiała się.-Nikt?
-Wyprowadzili się przedwczoraj ostatni lokatorzy.
-Łoo, więc jest tam trochę domów.
-No a jak.-odparła Ninn, zdejmując słuchawki z uszu.-No, bywaj. Powodzenia na teście, Angie.
-Dzięki, pa.-i wysiadła z autobusu.
Idąc w kierunku szkoły jak zwykle zaczepiali ją chłopcy, na co nie zwracała uwagi.
-Siema, siema. Gdzie laski?
-Laski, pojechały już do Ailand.
-Na Auschwitz?
-Tak, tak, a teraz przepraszam, idę na przecudną biologię.
-Nara.
-Do zaraz.
-Przyjdziesz? Na nogach?
Angie tylko westchnęła i poszła przed siebie, najpierw do szatni, następnie do laboratorium biologicznego. Od razu dostali swoje testy, wcześniej nauczycielka tylko sprawdziła obecność. Na teście Angie poradziła sobie doskonale. Było tylko to, czego się uczyła. Po zakończeniu testu wyszła z laboratorium. Dzisiaj mieli tylko jedną lekcję, wyłącznie test z biologii, który decydował o przejściu na półrocze, by mogła uczyć ich najlepsza biolożka w szkole. Angie wyszła ze szkoły i, rozglądając się, zdecydowała, że pójdzie w stronę, gdzie pojechał autobus-na Auschwitz. Nikogo nie było koło szkoły ani w jej okolicach, iż jeszcze trwały lekcje. Angie szła przed siebie, lekko dmuchając w powietrze.
-Cholerka, ale zimno.-powiedziała sama do siebie.
Szła przed siebie, a na ulicach nie było nikogo ani żywego, ani umarłego, ani niczego żywego, ani niczego umarłego. Nagle zauważyła tabliczkę z napisem "Witamy w Ailand!"
-Jest. Nareszcie, dotarłam.
W oddali zauważyła swojego chłopaka, Togo. Podbiegła do tego miejsca i zauważyła go.
-Togo, kochanie?!
-Angie, siemka.
Przytulił ją i ucałował.
-Weź mnie nie dotykaj, ćpasz?! Togo!
-Przepraszam, potrzebowałem tego, koteczku.
Angie westchnęła ciężko.
-Gdzie dome...-urwała, kiedy zauważyła całą grupę ludzi obok malutkiego domku.-Wiem, Togo, już wiem. Czemu tam nie idziecie?-zwróciła się do Togo i Muio, przyjaciela Togo.
-A ty Muio się tak nie gap na moją laskę.
Zaczęli się śmiać, nadal ćpając marihuanę.
-Togo...
Wypowiedziała i odeszła do całej grupy.
-Siema!-wykrzyknęła, a w odpowiedzi dostała to samo, tylko że od całej chmary. Uśmiechnęła się szeroko.
-Zimno, nie?-zapytała Ninn.
-No trochę. Gdzie Thin?
Ninn wskazała jej palcem na rozmawiającą z Jordanem Thin. Obie zaśmiały się wraz.
-No i jak? Ej, od kiedy to ten twój kochaś ćpa?
-On nie ćpa, Ninn.
-A co tam niby robi w krzakach z Muio?-zaczęła się śmiać.
Angie nie odpowiedziała, tylko poszła w las, dalej od domku. Pod jej nogami strzelały gałęzie, jedna po drugiej. Odeszła dalej, a gdy już się obejrzała, nie widziała ani domku, ani nikogo. Spanikowała, lecz szybciej-szła dalej.
-Togo?! Ninn, Thin?! Muio?!
-Kochanie, co jest?-za nią stanął nagle jeden z chłopaków.
-Boże! Ale się przestraszyłam, że się zgubiłam.
Angie "padła" na Muia, przytulając go.
-Co, Muio?! Przepraszam.
Ale ten objął ją, co zauważył Togo i podszedł do nich.
-Angie idź do reszty, my wracamy znowu do krzaków.
-Słoneczko, nie złościsz się na nas?-powiedział żartobliwie Muio.
-Nie, kochanie, nie.-zaśmiał się.-Wracaj, słoneczko.-zwrócił się do Angie.
Posłusznie zawróciła i szła cały czas wprost, lecz długo nie mogła dojść do domku. Przestraszyła się znów i tym razem zaczęła krzyczeć.
-Kurde, Angie, co jest?!-krzyknęła Thin, kiedy Angie stanęła obok niej i Jordana, i zaczęła krzyczeć. Angie rozglądnęła się i zaczerwieniła lekko.
-Nic, wracam do domku i się stamtąd nie ruszam!-powiedziała stanowczo i weszła do domku. Usiadła na starej, zakurzonej kanapie. Usłyszała kaszlenie jakiegoś chłopaka z małego pokoiku. Weszła do niego.
-Trei? Co się stało?
-Nic, Angie, cześć.
-Czemu siedzisz tutaj tak sam?
-Tak jakoś wyszło. Nie wiem w ogóle po co tutaj jestem.
-Jak to?-usiadła obok niego.
-Nieważne, idę stąd, zaraz wracam.
Z pokoiku wyszedł Trei, a wszedł Togo.

czwartek, 10 lutego 2011

-Myślę, że powinnaś się już odczepić od tej całej nauki. W ogóle nie masz dla nas czasu, a sądzisz, że jesteśmy twoimi najlepszymi przyjaciółkami.
-No bo jesteście.-odpowiedziała szybko Angie.
-No bo jesteście. No to weź że się czymś zajmij z nami!
-Czym na przykład?
-Wiecie co?!-do pokoju wpadła zdyszana Thin.
-Nie, nie wiemy.-odpowiedziała z żartobliwą miną Ninn.
-No, ale słuchajcie. Wpadłam na pewien pomysł. Byłyście kiedyś nad Liviev Lake?
-Nie? A gdzie to jest?-zapytała zaciekawiona Angie, na chwilę odkładając zeszyt z biologii na bok.
-Niedaleko Island, w Ailand.
-To całkiem niedaleko. A co w związku z tym?
-Angie, a jak myślisz?-westchnęła ciężko Nina.-Ona ma kolejny pomysł. No, słuchamy, maleńka.
-Jedźmy tam, z chłopakami.
-A czy ciebie powaliło?
-Nie.
-Po co?-odezwała się Angie.
-No bo tam, w Ailand, nad Liviev jest taki mały domek. Chłopaki i tak chcieli zrobić imprezę, żeby nas zaprosić, ale nie mają gdzie, bo ich rodzice będą w domu. Hmm, więc jak? Angie, przekonaj Ninn.
-Ninn, przekonuję cię.
-No Angie.-krzyknęła żałośnie Thin.
-Yhyh, zadzwonię do Jordana.
Angie wzięła telefon i rozmawiała z Jordanem na temat imprezy: gdzie, kiedy, po co, kto będzie, czy nas zaprosi.
-No i?-zapytała od razu Thin, kiedy Angie odłożyła słuchawkę.
-Więc zadecydowali, że nad Liviev, jutro wieczorem.
-Jeest.
-Ej, Thin, spokojnie. Przecież wszyscy dobrze wiemy, że zakochałaś się w Jordanie.
-Co?! Nie, nie.-zaprzeczyła walecznie Thin.
-Więc po co chcesz jechać do Ailand? Do chłopaków! A po co? Żeby mieć Jordana dla siebie!
-Grr, Ninn, uspokój się!-krzyknęła Angie, próbująca się uczyć na jutrzejszy test z biologii.
-Do cholery, Angie!-Ninn wyrwała Angie zeszyt, a w tym czasie Thin odebrała dzwoniący telefon.
-Tak? Jordan?-pisnęła szeptem, patrząc na nas.
-O Bosz.-Angie walnęła sobie dłonią w czoło.
-Tak? O Boże, jasne, że wam pomożemy. Liviev Lake, Ailand, no wiem przecież! Niezła będzie jazda, ale... Dlaczego tam prawie nikt nie mieszka? Co? Haha, duchy, dobre sobie, nieźle. No i czemu się śmiejesz? Jordan! Okej, paa.
-Co jest?-zapytała Thin Ninn.
-Jutro chłopaki urywają się z biologii, z tego testu, żeby przygotować tą chatę.
-Oj, to nic z tego!-prychnęła Angie.
-A bo?
-Przecież to test, na który uczę się kurde od piątku, przez cały weekend! Dziewczyny, błagam was.
-Nie pieprz, pojedziesz z nami.
-Nie pojadę. O, wiesz co? Ewentualnie przyjdę do was po tym teście. Poproszę panią Latview, żeby wypuściła mnie wcześniej.
-Okej. Ale tak na nogach?-zdziwiła się Thin.
-No a jak? W końcu Island jest niedaleko, a Ailand niedaleko Island, więc? Trafię jakoś. W końcu jezioro nie jest aż takie małe!
-A no tak, sam fakt to stwierdza.
-Właśnie. A teraz żegnam, do widzenia, muszę się pouczyć.
-Angie.
-Przepraszam, ale muszę. Spotkamy się jutro, w Ailand.
-Okej, pa.
-Pa, do jutra.
-No pa, dziewczyny.-odpowiedziała Angie.