Każda z dziewczyn jakoś obudziła się wcześniej. Angie, słuchając rano muzyki dla rozbudzenia się, jeszcze kilkakrotnie przypominała sobie rzeczy na test z biologii. Thin cały czas była podekscytowana dzisiejszą sytuacją, a Ninn jak Ninn-bez zasad. Głośna, poranna muzyka, mycie zębów w pokoju podczas udawania grania na gitarze, jak Billie Joe Armstrong-uważała, że gra. Wszystkie ubrały się i poszły do tego samego autobusu, w którym się spotkały.
-Hej, dziewczyny.-przywitała się Angie.
-No siema.
-Hej.
-Jak tam? Przygotowałaś się?-spytała Thin.
-Jasne. Gdzie wy w ogóle wysiadacie?
-Najdalej jedzie na ulicę Auschwitz, to w Ailand. Nie wiem po co on tam w ogóle jeździ, skoro nikt tam nie mieszka.-westchnęła Thin.
-Co?-zaśmiała się.-Nikt?
-Wyprowadzili się przedwczoraj ostatni lokatorzy.
-Łoo, więc jest tam trochę domów.
-No a jak.-odparła Ninn, zdejmując słuchawki z uszu.-No, bywaj. Powodzenia na teście, Angie.
-Dzięki, pa.-i wysiadła z autobusu.
Idąc w kierunku szkoły jak zwykle zaczepiali ją chłopcy, na co nie zwracała uwagi.
-Siema, siema. Gdzie laski?
-Laski, pojechały już do Ailand.
-Na Auschwitz?
-Tak, tak, a teraz przepraszam, idę na przecudną biologię.
-Nara.
-Do zaraz.
-Przyjdziesz? Na nogach?
Angie tylko westchnęła i poszła przed siebie, najpierw do szatni, następnie do laboratorium biologicznego. Od razu dostali swoje testy, wcześniej nauczycielka tylko sprawdziła obecność. Na teście Angie poradziła sobie doskonale. Było tylko to, czego się uczyła. Po zakończeniu testu wyszła z laboratorium. Dzisiaj mieli tylko jedną lekcję, wyłącznie test z biologii, który decydował o przejściu na półrocze, by mogła uczyć ich najlepsza biolożka w szkole. Angie wyszła ze szkoły i, rozglądając się, zdecydowała, że pójdzie w stronę, gdzie pojechał autobus-na Auschwitz. Nikogo nie było koło szkoły ani w jej okolicach, iż jeszcze trwały lekcje. Angie szła przed siebie, lekko dmuchając w powietrze.
-Cholerka, ale zimno.-powiedziała sama do siebie.
Szła przed siebie, a na ulicach nie było nikogo ani żywego, ani umarłego, ani niczego żywego, ani niczego umarłego. Nagle zauważyła tabliczkę z napisem "Witamy w Ailand!"
-Jest. Nareszcie, dotarłam.
W oddali zauważyła swojego chłopaka, Togo. Podbiegła do tego miejsca i zauważyła go.
-Togo, kochanie?!
-Angie, siemka.
Przytulił ją i ucałował.
-Weź mnie nie dotykaj, ćpasz?! Togo!
-Przepraszam, potrzebowałem tego, koteczku.
Angie westchnęła ciężko.
-Gdzie dome...-urwała, kiedy zauważyła całą grupę ludzi obok malutkiego domku.-Wiem, Togo, już wiem. Czemu tam nie idziecie?-zwróciła się do Togo i Muio, przyjaciela Togo.
-A ty Muio się tak nie gap na moją laskę.
Zaczęli się śmiać, nadal ćpając marihuanę.
-Togo...
Wypowiedziała i odeszła do całej grupy.
-Siema!-wykrzyknęła, a w odpowiedzi dostała to samo, tylko że od całej chmary. Uśmiechnęła się szeroko.
-Zimno, nie?-zapytała Ninn.
-No trochę. Gdzie Thin?
Ninn wskazała jej palcem na rozmawiającą z Jordanem Thin. Obie zaśmiały się wraz.
-No i jak? Ej, od kiedy to ten twój kochaś ćpa?
-On nie ćpa, Ninn.
-A co tam niby robi w krzakach z Muio?-zaczęła się śmiać.
Angie nie odpowiedziała, tylko poszła w las, dalej od domku. Pod jej nogami strzelały gałęzie, jedna po drugiej. Odeszła dalej, a gdy już się obejrzała, nie widziała ani domku, ani nikogo. Spanikowała, lecz szybciej-szła dalej.
-Togo?! Ninn, Thin?! Muio?!
-Kochanie, co jest?-za nią stanął nagle jeden z chłopaków.
-Boże! Ale się przestraszyłam, że się zgubiłam.
Angie "padła" na Muia, przytulając go.
-Co, Muio?! Przepraszam.
Ale ten objął ją, co zauważył Togo i podszedł do nich.
-Angie idź do reszty, my wracamy znowu do krzaków.
-Słoneczko, nie złościsz się na nas?-powiedział żartobliwie Muio.
-Nie, kochanie, nie.-zaśmiał się.-Wracaj, słoneczko.-zwrócił się do Angie.
Posłusznie zawróciła i szła cały czas wprost, lecz długo nie mogła dojść do domku. Przestraszyła się znów i tym razem zaczęła krzyczeć.
-Kurde, Angie, co jest?!-krzyknęła Thin, kiedy Angie stanęła obok niej i Jordana, i zaczęła krzyczeć. Angie rozglądnęła się i zaczerwieniła lekko.
-Nic, wracam do domku i się stamtąd nie ruszam!-powiedziała stanowczo i weszła do domku. Usiadła na starej, zakurzonej kanapie. Usłyszała kaszlenie jakiegoś chłopaka z małego pokoiku. Weszła do niego.
-Trei? Co się stało?
-Nic, Angie, cześć.
-Czemu siedzisz tutaj tak sam?
-Tak jakoś wyszło. Nie wiem w ogóle po co tutaj jestem.
-Jak to?-usiadła obok niego.
-Nieważne, idę stąd, zaraz wracam.
Z pokoiku wyszedł Trei, a wszedł Togo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz